|
Archiwum
O autorach
Ostatnie wpisy
Zak³adki:
Blogi
Partia Demokratyczna
Warto zajrzeæ
|
sobota, 09 sierpnia 2008
Blogowa reinkarnacja
Nie trzeba byæ szczególnie spostrzegawczym, by zauwa¿yæ, ¿e przez d³u¿szy czas nic nie dzia³o siê na tym blogu. Ci, którzy mieli ochotê siê wypowiedzieæ, pewnie zwrócili uwagê na zablokowanie mo¿liwo¶ci komentowania. Powodem jest nic innego jak bezterminowe zawieszenie niniejszego bloga. Mo¿e kiedy¶ go reaktywujê, a mo¿e nie. W ka¿dym razie, teraz zapraszam na nowy adres: www.bajlajn.wordpress.com
niedziela, 13 lipca 2008
Do Prof. Geremka
Drogi Panie Profesorze, Moje ego nie uros³o do takich rozmiarów, by podejrzewaæ, ¿e móg³by mnie Pan pamiêtaæ. Spotkali¶my siê dwukrotnie w Brukseli w zesz³ym roku. Wspomnia³em Panu wtedy o blogu szeregowego cz³onka Partii Demokratycznej. To w³a¶nie on. Przed chwil± zamie¶ci³em na nim tekst o Pañskiej ¶mierci. Nigdy przedtem nie wyobra¿a³em sobie, ¿e bêdê kiedy¶ o niej pisa³. Zamiast tego wola³em naiwnie wierzyæ, ¿e zawsze bêdziemy mogli liczyæ na Pañskie m±dre oceny i analizy. ¯e to niemo¿liwe, aby Pana kiedykolwiek zabrak³o. Dlatego w³a¶nie tak trudno zmierzyæ siê z t± wiadomo¶ci±. Wiele Pan w ¿yciu przeszed³. Podnosi³ siê Pan po licznych kopniakach, których nie szczêdzili przez lata przeciwnicy. Zarazem znajdowa³ Pan si³ê, aby nie tylko wznosiæ siê ponad osobiste urazy, do których przecie¿ mia³by Pan prawo, ale tak¿e nie ustawa³ w pracy nad sob±, której efekty s³u¿y³y potem ca³emu spo³eczeñstwu. Prawd± jest, ¿e nie zawsze Pañskie dzia³ania by³y nale¿ycie oceniane. Zadziwia³a w Panu natomiast piêkna wiara w s³uszno¶æ sprawy, której Pan s³u¿y³, a by³o ni± umacnianie pozycji Polski na ¶wiecie i kszta³towanie normalnego (jakkolwiek trywialnie brzmia³by ten wyraz) europejskiego kraju. Nie móg³bym nawet próbowaæ u³o¿yæ pe³nej listy Pañskich osi±gniêæ i spraw, którym przez d³ugie lata po¶wiêca³ swoj± pracê. To zadanie dla biografów, którzy, mam nadziejê, dokonaj± pewnego dnia rzetelnej analizy piêknego ¿ycia. W mojej pamiêci zachowam natomiast obraz cz³owieka niebywa³ej klasy, jasnego umys³u i przepe³nionego g³êbokim szacunkiem dla innych. By³ Pan wspania³ym Europejczykiem, a nasz kontynent powinien byæ dumny z ludzi takich jak Pan. Nawet je¶li niewielu mo¿e siê z Panem równaæ. Z wyrazami szacunku, Smutek
Przykro pisaæ pierwsz± notkê po d³ugiej przerwie w tak smutnych okoliczno¶ciach. ¦mieræ profesora Bronis³awa Geremka by³a i jest dla mnie wydarzeniem tragicznym. Odszed³ dzi¶ wspania³y cz³owiek, moim zdaniem jedna z najwybitniejszych (najwybitniejsza?) postaci ostatnich piêædziesiêciu lat. Mój stosunek do profesora by³ zawsze bardzo osobisty, wiêc przepraszam za prywatê w niniejszej notce, ale inaczej o nim pisaæ nie potrafiê. Dorasta³em w niezbyt mo¿e rozpolitykowanym domu, choæ mimo to profesor Geremek zawsze by³ w nim obecny. Przy okazji kolejnych wyborów, wa¿nych momentów dziejowych i bie¿±cych wstrz±sów politycznych. Przez lata sta³ siê dla mnie wzorcem polityka (obok F.D. Roosevelta), prawdziwym mê¿em stanu, o których, jak wiele razy siê przekonali¶my, wcale nie tak ³atwo. Tym bardziej jestem dumny, ¿e wreszcie po latach podziwiania jego dokonañ mog³em go spotkaæ. Rok temu w Brukseli uda³o mi siê spytaæ osobi¶cie o jego zdanie w sprawie tarczy antyrakietowej, a wieczorem wraz cz³onkami PD i SDPL zjedli¶my kolacjê. Podczas dwóch krótkich spotkañ zapamiêta³em jego rozleg³± wiedzê na ka¿dy niemal temat po³±czon± z ci±g³ym nienasyceniem i ciekawo¶ci± ¶wiata. Profesor by³ cz³owiekiem pe³nym ciep³a i szacunku, a zarazem odznaczaj±cym siê manierami najwy¿szej próby. Znakomicie wykszta³cony, pe³en rozwagi i ¿yciowej m±dro¶ci, a zarazem cz³owiek pe³en klasy i taktu. Mówi³ biegle czterema jêzykami obcymi (po angielsku, francusku, niemiecku i w³osku). Idealny materia³ na dyplomatê, nic dziwnego, ¿e jako taki wspaniale siê sprawdzi³. Gdyby nie jego wielkie osi±gniêcia Polska by³aby innym krajem. Swoimi kontaktami dyplomatycznymi i umiejêtno¶ci± prowadzenia m±drej polityki zagranicznej wspomóg³ wej¶cie do NATO i Unii Europejskiej. By³ prawdopodobnie najbardziej wp³ywowym na arenie miêdzynarodowej polskim politykiem. Jako pose³ do Parlamentu Europejskiego pe³ni³ wa¿ne i presti¿owe funkcje (odpowiada³ m.in. za kontakty UE ze Stanami Zjednoczonymi i Rosj±). Miêdzy innymi profesorowi Geremkowi zawdziêczamy przeprowadzenie Solidarno¶ci przez najbardziej burzliwy okres w latach osiemdziesi±tych. Podczas wydarzeñ sierpniowych poniós³ wielkie zas³ugi dla umocnienia zwi±zku. Wraz z Tadeuszem Mazowieckim by³ wówczas jego intelektualnym zapleczem. Potem by³ okr±g³y stó³, wielkie osi±gniêcie polskiego spo³eczeñstwa, bezkrwawy przewrót, którego czêsto nie potrafili¶my doceniæ. Klika lat pó¼niej wspó³tworzy³ obowi±zuj±c± obecnie Konstytucjê z 1997 roku. Profesor Geremek piêknie dowodzi³ swoim ¿yciem jak mo¿na zarazem byæ Polakiem i Europejczykiem. Sam by³ gor±cym polskim patriot±, który po¶wiêci³ swoje ¿ycie na s³u¿bê swojemu krajowi. Niewielu jest w stanie zdobyæ siê na podobn± postawê. Profesor Bronis³aw Geremek zas³uguje na w³asne muzeum, a przynajmniej solidn± ksi±¿kê biograficzn±. To tylko skromna notka na niewielkim blogu i nie jestem w stanie zawrzeæ tu wszystkiego, co powinienem. Proszê o wyrozumia³o¶æ, ale tym krórkim tekstem chcia³em przekazaæ tylko tyle, ¿e jest mi bardzo przykro.
czwartek, 28 lutego 2008
Moczary
S± takie postaci, które nikogo nie pozostawiaj± obojêtnym. Sam d¼wiêk ich nazwisk wywo³uje ró¿ne, najczê¶ciej skrajne, emocje. W Polsce, w której o jednych mo¿na mówiæ wy³±cznie dobrze (Jan Pawe³ II), a o innych tylko ¼le (Jerzy Urban) s± i tacy, którzy wci±¿ silnie antagonizuj± spo³eczeñstwo. Wczoraj Kraków odwiedzi³ Adam Michnik, pomnik podzia³ów, które nadal przebiegaj± w¶ród Polaków. Jestem Ci, Czytelniku, winny ostrze¿enie. Je¶li oczekujesz z mojej strony obiektywizmu, nie czytaj tego tekstu, bo i nie znajdziesz go tutaj, obiecujê. Nie potrafiê bowiem o Adamie Michniku pisaæ obiektywnie. Od kiedy pamiêtam mia³ i nadal ma na mnie ogromny wp³yw, zbyt wielki, by udawaæ obojêtno¶æ i ch³odne spojrzenie, mimo ¿e nie dane mi by³o dorastaæ w czasach jego walki. Dla mnie i ludzi mojego m³odego pokolenia Adam Michnik jest raczej kim¶, kto doradza, podpowiada i recenzuje. Spotkanie w Klubie pod Jaszczurami, co by³o do przewidzenia, zgromadzi³o t³umy. Stara³em siê dotrzeæ do Rynku jak najwcze¶niej licz±c (do¶æ naiwnie) na jakie¶ miejsce, ale przy wej¶ciu prawie na godzinê przed rozpoczêciem us³ysza³em, by przej¶æ do drugiej sali, bo w pierwszej ju¿ nie ma gdzie usi±¶æ. Nie powinno byæ te¿ zaskoczeniem, ¿e na spotkaniu zwi±zanym w du¿ej mierze z now± ksi±¿k± "W poszukiwaniu utraconego sensu" (polecam!) zjawili siê nie tylko sympatycy autora. D³ugi czas odpowiada³ wiêc na zarzuty, których logikê pozwolê sobie przemilczeæ. Wolê napisaæ o odpowiedziach na powtarzane w kó³ko od lat pytania. Na rzucone w wiêkszej grupie has³o "Adam Michnik" otrzymujemy niemal natychmiastowy odzew "okr±g³osto³owa zdrada", "sojusz ró¿owych z czerwonymi" etc. Choæby nie wiem, ile razy przypominano np. ¿e Michnik swoich s³ynnych "ludzi honoru" odwo³a³ (jest wielce prawdopodobne, ¿e w komentarzach ten temat przywo³a jaki¶ besserwisser) ta i podobne kwestie bêd± wraca³y. Specyfik± polskiego spo³eczeñstwa jest niemal martyrologiczny fetyszyzm. Do najbardziej celebrowanych rocznic nie nale¿± te, które upamiêtniaj± wydarzenia, które w polskiej historii okaza³y siê najbardziej fortunne jak upadek komunizmu czy wej¶cie do Unii Europejskiej. Popularniejsze s± ¶mieræ poprzedniego papie¿a i powstanie warszawskie, a wiêc pamiêæ o stratach, nie zyskach. Ostatnio szczególnie modne jest og³aszanie w umiarkowanie uzasadnionych przypadkach ¿a³oby narodowej. Ta sama masochistyczna logika zdaje siê kierowaæ tymi, którzy nieustannie podwa¿aj± autorytet choæby w³a¶nie Adama Michnika. Wielu nie mo¿e pogodziæ siê z my¶l±, ¿e nie wszystkie pomniki nale¿y zwalaæ z coko³ów. W polskiej ¶wiadomo¶ci zaistnia³ on niemal dok³adnie czterdzie¶ci lat temu. Tyle w³a¶nie minie od "wydarzeñ marcowych", podczas których to najgorszego autoramentu komuni¶ci w postaci Gomu³ki i Moczara wziêli na celownik w³a¶nie Michnika czy Kuronia. Dzi¶ bardzo podobnym jêzykiem przemawiaj± ludzie spod znaku mniej lub bardziej radykalnej prawicy, a wiêc ci, którym powinien on byæ szczególnie obcy. To w³a¶nie Gomu³ka zza grobu przemawia ustami tych, którzy wo³aj± o "Gazecie Koszernej" i to w³a¶nie Moczarem natchnieni s± ci, którzy przeciw Michnikowi maj± g³ównie cz³onkostwo jego rodziców w Komunistycznej Partii Polski. Do najbardziej ogranych nale¿± zarzuty o sprzeciwie Michnika wobec lustracji i ujawniania prawdy o zbrodniach komunizmu. Sprzeciw ten jest w du¿ej mierze wymys³em autorów wspomnianych zarzutów. "Pod Jaszczurami" Michnik przypomnia³ jeszcze raz, ¿e nigdy nie by³ zwolennikiem niepamiêci (dziwne, ¿e ci, którzy pamiêtaj± "ludzi honoru" zapominaj± o "amnestia - tak, amezja - nie"), choæ, jak sugeruje do¶wiadczenie, pewnie do niewielu jego odpowied¼ trafi³a. Tym, co proponuje Michnik jest budowa Polski, w której nikt nie by³by wykluczony, jest przeciwnikiem nakrêcania spirali prze¶ladowañ. Sam kiedy¶ by³ ich ofiar± i zrezygnowa³ z prawa odwetu, nie bije siê wiêc w cudze piersi, w przeciwieñstwie do np. Macieja Rybiñskiego ("Rzeczpospolita", "Wprost"), który, podczas gdy Michnik siedzia³ w wiêzieniu, znajdowa³ siê bezpiecznie we Francji. W oczach zwolenników rewolucji moralnej b³êdem jest budowanie, nie burzenie. Tymczasem w filozofii wyznawanej przez Adama Michnika widaæ wyra¼nie spójno¶æ i konsekwencjê. Powinni o tym pamiêtaæ zw³aszcza ci, którzy chc± widzieæ tylko zbrodnie czerwone z pominiêciem czarnych. Michnikowi wypomina siê, ¿e ujmuje siê za przebaczeniem dla by³ych komunistów, ale tym samym pamiêtajmy, ¿e apelowa³ on te¿ o nies±dzenie Pinocheta, który w pod³o¶ci wcale im nie ustêpowa³. Wa¿ne jest jednak, ¿e i polscy komuni¶ci, i Pinochet uznali swoj± pora¿kê w pokojowy sposób oddaj±c w³adzê. Czy nie o przyznanie siê do b³êdu tak czêsto wo³aj± zwolennicy rozliczeñ? Czym innym jest ust±pienie ze stanowiska i oddanie w³adzy opozycji? To, co czytasz, Czytelniku, to tylko wpis na blogu, nie ksi±¿k±, na któr± Adam Michnik bez w±tpienia zas³uguje. Kiedy¶ j± napiszê. Dzi¶ natomiast proszê o wybaczenie, ¿e ¿adnego w±tku nie pog³êbi³em wystarczaj±co. Jestem przygotowany, ¿e w komentarzach przeczytam, ¿e napisa³em "wazeliniarsk± laurkê" (cytujê z pamiêci jedn± z dawnych opinii), co tak naprawdê niewiele mnie obchodzi. Z biegiem lat krytyka pod adresem Michnika wydaje siê nasilaæ, zw³aszcza w Internecie, który daje nieprawdopodobn± mo¿liwo¶æ napisania najwiêkszych bzdur bez najmniejszego namys³u. Takie s± pewnie konsekwencje przejêcia klawiatury przez wychowanków Waldemara £ysiaka, Stanis³awa Michalkiewicza i Rafa³a Ziemkiewicza, którzy nie potrafi± skleciæ zdania bez s³ów "Adam Michnik". Ich prawo, zostawmy obsesjonatów, a je¶li ju¿ nie umiemy ich zostawiæ, dopu¶æmy do g³osu choæ przez chwilê my¶l, ¿e oprócz political-fiction istnieje równie¿ realny ¶wiat.
sobota, 23 lutego 2008
La danse des canards
Minê³o symboliczne sto dni rz±du Donalda Tuska, co najbardziej zainteresowa³o Jaros³awa Kaczyñskiego, który by³ uprzejmy zauwa¿yæ, ¿e Polska to jeszcze nie Irlandia. Za to spostrze¿enie, podobnie jak za dzisiejsz± konwencjê PiS, szczególnie powinien byæ wdziêczny obecny premier. Brat Jaros³aw przypomnia³ dzi¶ swoim wyborcom (a wiêc, wg Jacka Kurskiego, "ciemnemu ludowi") retorykê, o której spo³eczeñstwo zd±¿y³o ju¿ trochê zatrzeæ siê w powszechnej ¶wiadomo¶ci. Znowu wiêc PiS na co¶ tam "nigdy siê nie zgodzi", "tylko PiS", a "kiedy ju¿ Platforma skoñczy rz±dziæ", to pisowcy na nowo zaczn± o¿ywiaæ truch³o IV RP. Poprzedni (¶wiadomo¶æ przemijania bywa piêkna) premier znów uderzy³ w mocny ton zajmuj±c lukê, jaka na politycznym rynku be³kotu wytworzy³a siê po Andrzeju Lepperze. Tymczasem rz±d Donalda Tuska mo¿na krytykowaæ zupe³nie merytorycznie, o czym pewnie brat Jaros³aw nie wie lub wiedzieæ nie chce. Podstawowe niedoci±gniêcia obecnej w³adzy nie dotycz± wcale liczby zg³aszanych ustaw. Na zachodzie Europy paralementy równie¿ szanuj± papier nieco bardziej ni¿ jeszcze niedawno pisowska w³adza. Liczba ustaw nie jest ¿adnym miernikiem jako¶ci prac Sejmu, choæ jest to niez³y argument socjotechniczny. Wystarczy przypomnieæ sobie czasy najwiêkszych absurdów IV RP. W³adza PiS rzeczywi¶cie nale¿a³a do do¶æ p³odnych pod wzglêdem zg³aszanych projektów. Do moich ulubionych nale¿± pomys³y intronizacji Jezusa na króla Polski i ca³kowitego zakazu aborcji, która w Polsce jest i tak niemal niemo¿liwa (by wspomnieæ choæby sprawê Alicji Tysi±c). Po stu dniach obecnego rz±du z ¿alem muszê przyznaæ, ¿e obecny premier nie dotrzyma³ obietnic z kampanii wyborczej. Platforma Obywatelska pozornie jawi³a siê jako przeciwieñstwo PiS, mia³a byæ parti± nowoczesn± i proeuropejsk±. Niestety pod pewnymi wzglêdami niewiele siê zmieni³o. Obecny rz±d (podobnie jak poprzedni) odrzuci³ Europejsk± Kartê Praw Podstawowych, dokument, który jest niezwykle istotny dla procesu dalszej integracji krajów UE. Europejska Karta Praw Podstawowych mia³a zagwarantowaæ ochronê tych samych przywilejów wszystkim obywatelom Europy. Warunkiem jej wej¶cia w ¿ycie (teoretycznie 1. stycznia 2009 r.) jest ratyfikacja przez wszystkie kraje cz³onkowskie. Naturalnie g³ównym hamulcowym s± (jak zawsze) ¶rodowiska ko¶cielne. Sprzeciw wobec Karty zg³asza³y ju¿ za kadencji brata Jaros³awa rozmaite stowarzyszenia zrzeszaj±ce ludzi my¶l±cych kazalnic±. O ile jednak po w³adzy PiS mo¿na by³o siê spodziewaæ niechêci wobec integracji europejskiej, o tyle na Platformê Obywatelsk± g³osowali ci wyborcy, którzy oczekiwali wreszcie pchniêcia kraju na tory normalnego europejskiego rozwoju. Zw³aszcza, ¿e ratyfikacja Karty by³a jedn± z przedwyborczych obietnic PO. Platforma Obywatelska nie wprowadza te¿ w³asnej reformy finansów, opieraj±c siê na projekcie swojej by³ej cz³onkini, Zyty Gilowskiej. Od kilku lat pokutuje opinia jakoby to w³a¶nie PO by³a t± jedyn± "rozs±dn± ekonomicznie" parti±. Ten wizerunek, prawdziwy jak moneta trzyz³otowa, przyci±gn±³ wielu wyborców, którzy uciekali przed pisowskim rozpasaniem ekonomicznym. Tymczasem okaza³o siê, ¿e zwyciêstwo PO nie przyniesie wiêkszej zmiany w gospodarowaniu publicznym, a wiêc naszym, groszem. Donald Tusk zapowiedzia³ ostatnio, ¿e w roku 2010 wprowadzi podatek liniowy. Dlaczego akurat wtedy? Trudno powiedzieæ, wiadomo za to, ¿e ta zapowied¼ tak¿e nie zostanie zrealizowana. Rok 2010 to wybory prezydenckie, w których startowaæ bêdzie tak¿e obecny premier. Wprowadzenie podatku liniowego nie by³oby decyzj± zbyt popularn± spo³ecznie, nie wierzê, by Donald Tusk ryzykowa³ tu byæ mo¿e swoj± ostatni± szansê na zostanie prezydentem. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi napisa³em, ¿e Platforma Obywatelska to taka ³adniejsza wersja PiS. ¯a³ujê, ¿e mia³em racjê. Niestety oprócz warstwy estetycznej mamy w³adzê, która ró¿ni siê od poprzedniej tylko trochê. PO kontynuuje znaczn± czê¶æ dzia³añ PiS. Premier Tusk w wywiadzie dla "Przekroju" przyzna³, ¿e popiera prowokacje CBA, które dla rêcznie sterowanego wymiaru sprawiedliwo¶ci Zbigniewa Ziobry by³y szczególnie wa¿ne. Sam rz±d PO przejmuje czê¶æ rozwi±zañ po PiS i po cichu wprowadza je w ¿ycie. Politycy PO prezentuj± wobec Ko¶cio³a ugodow± postawê, co tylko pobudza (o ile mo¿na bardziej) apetyt jego hierarchów. Opakowanie tego wszystkiego jest rzeczywi¶cie ³adniejsze, bardziej cywilizowane ni¿ za PiS, ale zawarto¶æ w du¿ej mierze podobna. Byæ mo¿e wiêc pomruki niezadowolenia ze strony Jaros³awa Kaczyñskiego to po prostu g³os zazdro¶ci? Kisielewski o "Matriksie"
Zastanawia³em siê czy wspominaæ o dziecinadzie, jak± uprawia³y PiS i PO ze swoimi "Matriksami" i "Seksmisjami". Uzna³em jednak, ¿e lepiej bêdzie, je¶li wstrzymam siê od komentarza. Parafrazuj±c Kisielewskiego, dyskutowanie z g³upot± niepotrzebnie j± nobilituje.
czwartek, 21 lutego 2008
Obsesja prawicy
Premier Tusk próbuje wcisn±æ nam swój pomys³ sprzed czterech lat. Chodzi o zmianê Konstytucji. Gdy jeszcze PO i PiS by³y "partiami sojuszniczymi" jedni i drudzy forsowali swoje projekty zmian. Jak widaæ nie ma w Polsce prawicy bez ambicji zmiany zasad ustrojowych. Premier argumentuje, ¿e w³adza wykonawcza w Polsce jest "chora, bo dwug³owa". Jego zdaniem nale¿y polski system pchn±æ w stronê systemu prezydenckiego lub kanclerskiego, tak by albo prezydent, albo premier mieli zdecydowan± przewagê w podejmowaniu decyzji. Rozk³ad si³y g³osu pozwala tymczasem zakwalifikowaæ Polskê do najbardziej zrównowa¿onych i stabilnych systemów politycznych na ¶wiecie. Pozwala zabezpieczyæ najwa¿niejsze kierunki polityki pañstwa przed nag³ymi (i szkodliwymi) zmianami. Polsk± specyfik± jest, ¿e co kilka lat wybory wygrywa najwiêksza dot±d partia opozycyjna. Tak wygrywa³ AWS, potem SLD, PiS i teraz PO. W praktyce takie nag³e zmiany preferencji wyborców mog± oznaczaæ kompletne przemeblowanie na scenie politycznej, a w konsekwencji zarzucenie najwa¿niejszych reform. Sposób prowadzenia kampanii wyborczej nie gwarantuje w ¿adnym razie, ¿e do w³adzy dojd± ludzie z najlepszymi pomys³ami na naprawê pañstwa. Ostatnio widzimy raczej wskazanie na pustos³owie w stylu "Zlikwidujemy korupcjê" czy "Obywatel IV RP", cokolwiek to znaczy. Niestety czê¶ci sfrustrowanych wyborców podobaj± siê slogany o fundamentalnej przebudowie. Opieranie przewagi wyborczej na rozczarowaniu zapowiada raczej politykê w stylu Zbigniewa Ziobry ni¿ zajmowanie siê realnymi problemami. Rz±dy PiS trwa³y dwa lata, czyli o dwa za d³ugo, je¶li wzi±æ pod uwagê liczbê spraw, które premierzy Marcinkiewicz i Kaczyñski zd±¿yli przez ten czas popsuæ. System polityczny Polski jest zrównowa¿ony, a wiêc prezydent stanowi przeciwwagê dla rz±du i odwrotnie. Sytuacja, któr± znamy z czasów rz±dów braci Kaczyñskich nie nale¿y do normalnych. Normalnie jest teraz, gdy mamy kohabitacjê. Prezydent jest z jednego obozu, premier z innego, choæ pod pewnymi wzglêdami podobnego. Na takie w³a¶nie rz±dy zosta³a obliczona Konstytucja. podwójne wybory w 2005 roku przynios³y w³adzê niemal monolityczn±, scementowan± dodatkowo rodzinnymi powi±zaniami. Bez dwóch braci na najwy¿szych stanowiskach w kraju jedna w³adza równowa¿y³aby drug±. Rzeczywisto¶æ po 2005 roku by³aby na pewno choæ trochê bardziej zno¶na. Niestety musimy liczyæ siê z tym, ¿e pewnego dnia do w³adzy wróc± nowi bracia Kaczyñscy lub inni podobni im niebezpieczni populi¶ci. Byæ mo¿e pewnego dnia wicepremierami znów bêdzie trzeba tytu³owaæ jakiego¶ nacjonalistê czy przestêpcê. Pomys³ Donalda Tuska, gdyby zosta³ zrealizowany, móg³by przekazaæ w rêce np. nowego Romana Giertycha znacznie wiêksz± w³adzê ni¿ dotychczas. Móg³by te¿ znacz±co wspomóc jakiego¶ kolejnego Lecha Kaczyñskiego, który przecie¿ kilka lat temu te¿ domaga³ siê zwiêkszenia kompetencji prezydenta. Motywacj± Donalda Tuska s± oczywi¶cie jego prezydenckie aspiracje. Premier powinien jednak mieæ na uwadze, ¿e w roku 2010 historia mo¿e siê powtórzyæ i wybory mo¿e wygraæ np. Zbigniew Ziobro, któremu pan dyrektor Rydzyk ju¿ obieca³ poparcie. Obecna Konstytucja stawia na wzajemne kontrolowanie siê przez wszystkie trzy rodzaje w³adzy. Ani parlament, ani rz±d czy prezydent, ani Trybuna³ Konstytucyjny nie maj± zdecydowanej przewagi, dziêki czemu kraj jest wzglêdnie odporny na wstrz±sy polityczne. Wyj±tkiem s± naturalnie podwójne wybory, które, jak widzieli¶my, tworz± spore ryzyko patologii. ¯adna zmiana w ustawie zasadniczej jednak przed podobnym ryzykiem nie uchroni, mo¿e uczyniæ je co najwy¿ej bardziej prawdopodobnym. To prawda, ¿e obecnie prezydent mo¿e wetowaæ ka¿d± ustawê, jak± chce, co rz±dowi Donalda Tuska znacznie utrudnia sprawowanie w³adzy. Parlament ma jednak mo¿lwo¶æ jego weto odrzuciæ, o czym premier dyskretnie milczy. Wymaga to stosownej wiêkszo¶ci, a w konsekwencji pewnie i zmiany projektu ustawy, tak aby zadowoliæ pos³ów z innych klubów, ale to w³a¶nie w ten sposób prawo staje siê bardziej reprezentatywne. Droga do rz±dów prawa wiedzie przez spo³eczn± akceptacjê. Je¶li rz±d stworzy ustawy nie tylko z klubami koalicyjnymi, prawo bêdzie te¿ bardziej demokratyczne. Obecna Konstytucja na takie w³a¶nie tworzenie prawa wskazuje. Nie widzê powodu, by odbieraæ g³os mniejszym klubom (które przecie¿ tak¿e kogo¶ reprezentuj± skoro znalaz³y siê w parlamencie), a tym samym zabieraæ wp³yw na pañstwo wielu grupom spo³ecznym.
¶roda, 20 lutego 2008
Piek³o zamarza
Kiedy jeszcze w poprzednim blogu pisa³em o ¶mierci Augusto Pinocheta (którego uwa¿am niezmiennie za postaæ w najwy¿szym stopniu haniebn± i godn± potêpienia), niektórzy czytelnicy zarzucili mi, ¿e zwracam uwagê tylko na zbrodnie prawicowych re¿imów pomijaj±c przewinienia lewicowych przywódców. Nie trzeba by³o czekaæ tak d³ugo, by nadarzy³a siê okazja do napisania kilku s³ów o najtrwalszym chyba pomniku komunizmu w Ameryce £aciñskiej. Wczoraj zamarz³o piek³o. W³adzê odda³ Fidel Castro, który rz±dzi³ Kub± niepodzielnie przez czterdzie¶ci dziewiêæ lat. Od razu pojawi³y siê w±tpliwo¶ci czy el Comandante ¿yje, czy te¿ ludzie krêgów kubañskiej w³adzy staraj± siê zapobiec ewentualnym rozruchom spo³ecznym taj±c jego ¶mieræ. Niezale¿nie od statusu ontologicznego Castro najwiêksz± szansê na przejêcie po nim w³adzy ma jego brat, Raul, co oczywi¶cie nie zwiastuje dla Kubañczyków niczego dobrego, bo rz±dy braci przewa¿nie przynosz± wiêcej szkody ni¿ po¿ytku. Prawdopodobnie bêdzie wiêc Raul symbolem ci±g³o¶ci dotychczasowej polityki swojego kraju. Oczywi¶cie, mo¿e byæ i tak, ¿e stery przejmie kto¶ zupe³nie inny, bo sam Fidel nie wskaza³ nastêpcy. Mo¿liwe wiêc, ¿e nowym prezydentem zostanie kto¶ bardziej charyzmatyczny ni¿ radykalnie proradziecki Raul, kto podj±³by siê zakonserwowania komunizmu na wyspie. Kubê czeka teraz próba stabilno¶ci. Bez Fidela Castro, twarzy rewolucji i ostatniego przywódcy zimnej wojny, do g³osu maj± wreszcie szansê doj¶æ ruchy demokratyczne. Fidel Castro mia³ przewa¿nie lepsz± prasê ni¿ inni dyktatorzy Ameryki £aciñskiej, co nie znaczy, ¿e jego w³adza by³a mniej szkodliwa. Liczba kubañskich emigrantów, którzy uciekli przed opresyjn± rzeczywisto¶ci± komunistycznej w³adzy jest trudna do oszacowania. Dramat Ameryki Po³udniowej polega przede wszystkim na jej niestabilno¶ci. Spo³eczeñstwa Kuby, Wenezueli czy Argentyny w ró¿nych momentach historycznych okazywa³y siê podatne na kult silnego wodza, który rozwi±¿e wszystkie problemy. Wódz raz mia³ twarz lewicow±, raz prawicow±, metody jednak pozostawa³y przewa¿nie te same niezale¿nie od opcji politycznej. Dlatego nie ma kraju w regionie, który nie cierpia³by z powodu terroru tej czy innej junty.
W swojej (¶wietnej) ksi±¿ce "W¶ciek³o¶æ i wstyd" Adam Michnik pisze:
O zbrodniach latynoamerykañskich dyktatorów trzeba pamiêtaæ. Trzeba potêpiaæ jednakowo ciemiê¿ycieli prawicowych jak i lewicowych tak jak z jednakow± ¿yczliwo¶ci± jednych i drugich traktowa³ np. poprzedni papie¿. Wielbiony (czczony?) bezkrytycznie Jan Pawe³ II odwiedza³ bowiem i Fidela Castro i Augusto Pinocheta i a¿ dziw bierze, ¿e nie jest za to os±dzany t± sam± miar± co ZCHN-owcy Niesio³owski i Kamiñski. T± sam± miar± powinni byæ jednocze¶nie s±dzeni ci, którzy próbuj± przedstawiaæ kubañski re¿im w lepszym ¶wietle ni¿ na to zas³uguje. Koncesjonowanie terroru to swoisty wspó³udzia³. Castro odchodzi i bardzo dobrze, teraz wypada mieæ nadziejê, ¿e jego na¶ladowcy jak Hugo Chavez i Evo Morales nie bêd± zyt pojêtnymi uczniami.
wtorek, 29 stycznia 2008
¯a³oba po ¿a³obach
Najpierw by³ Jan Pawe³ II, o którym jest jeszcze g³o¶niej, od kiedy umar³. Potem by³a hala w Katowicach. Dalej górnicy w Halembie i pielgrzymi we Francji. Niedawno skoñczy³a siê pi±ta w ci±gu trzech lat ¿a³oba narodowa, tym razem po wojskowych, którzy zginêli w katastrofie lotniczej. Og³aszanie ogólnokrajowej smuty sta³o siê g³ówn± aktywno¶ci± prezydenta Kaczyñskiego, przez co instytucja ¿a³oby narodowej dewaluuje siê szybciej ni¿ dolar. Brat Lech wydaje siê czuc najlepiej w sytuacjach przygnêbiaj±cych. Im wiêksza tragedia z tym wiêkszym uwielbieniem oddaje siê on celebrowaniu narodowego cierpiêtnictwa. Jedynym problemem dla prezydenta mo¿e jednak byc, ¿e tak naprawdê dzi¶ prawdziwych tragedii nie ma. Intencje Lecha Kaczyñskiego s± ³atwe do odczytania nawet dla tych, którzy jeszcze widz± sens w kolejnych umartwieniach. Politycy PiS pozuj± na bliskich sprawom tzw. "zwyk³ych ludzi" st±d podnoszenie do rangi wydarzeñ niezwyk³ych sytuacji, które tak naprawdê nale¿± do codzienno¶ci. Mo¿e to procentowac zw³aszcza w czasach w³adzy Platformy Obywatelskiej, która w konfrontacji z np. wiecznie niezadowolonymi strajkuj±cymi górnikami mo¿e wydawac siê nieczu³a na potrzeby spo³eczeñstwa. Tymczasem kieruj±c siê wyra¼nym politycznym interesem prezydent stara siê wys³ac prosty sygna³ "patrzcie, jacy jeste¶cie dla mnie wa¿ni". Przez nastêpne trzy dni w gazetach, internecie i telewizji jeste¶my zalewani wymuszon± posêpno¶ci±. By sparafrazowac Jacka Kurskiego, "ciemny lud to kupuje". Z ¿a³ob± jak z pieniêdzmi. Gdy jest jej za du¿o, traci na warto¶ci. Zw³aszcza, je¶li og³aszana jest w sytuacjach nieprzystaj±cych do jej rangi. W zamy¶le twórców reguluj±cej j± ustawy z 1980 roku ma ona byc og³aszana po wydarzeniach wyj±tkowych. W czasie obu kadencji Aleksandra Kwa¶niewskiego ¿a³obê narodow± og³oszono sze¶c razy. Lech Kaczyñski zd±¿y³ wprowadzic j± ju¿ cztery razy, a mamy z g³owy dopiero po³owê jego pierwszej (i miejmy nadziejê, ostatniej) kadencji. Jestem daleki od bagatelizowania tragedii rodzin zmar³ych w niedawnej katastrofie. Ka¿da ¶mierc to dramat najbli¿szych. Dlatego np. odda³em krew dla uratowanych spod gruzów hali w Katowicach. Pytanie jednak, kiedy nale¿y w³±czac w op³akiwanie zmar³ych ca³e spo³eczeñstwo. Wyrachowanie obliczone na s³upki poparcia to kiepska motywacja, która jest uw³aczaj±ca dla pamiêci o zmar³ych. Byc mo¿e lepszym pomys³em by³oby finansowe wsparcie dla rodzin, które jest czê¶ciej obiecywane ni¿ rzeczywi¶cie przekazywane.
czwartek, 17 stycznia 2008
Prezydent promuje Palikota
Kolega "po klawiaturze", Janusz Palikot, pose³ PO, znalaz³ ¶wietny sposób na autoreklamê. Podpad³ prezydentowi. Nie jest to mo¿e szczególnie trudne, bo i jemu, i bratu prezydenta co i rusz podpada kto inny. Liczy siê jednak wykonanie, a to jest (nie bójmy siê tego s³owa) perfekcyjne. Lubelski gorzelnik zada³ w swoim blogu pytanie, które dotyczy³o tego, na czym pose³-milioner zna siê najlepiej, czyli alkoholu. Nagle okaza³o siê, ¿e nie trzeba wcale napisac jakoby prezydent by³ alkoholikiem, aby kim¶ zainteresowa³ siê prokurator. Wystarczy o to zapytac. "Mury, za którymi chowa siê w³adza stopniowo krusz± siê i pêkaj±", pisa³ w "Szachinszachu" Kapu¶ciñski. Trudno przewidziec, kiedy nast±pi to w Polsce, ale pewne jest, ¿e prezydent Kaczyñski budowac mury wyj±tkowo lubi. I dos³ownie, i w przeno¶ni. Gdyby tak poprzesta³ na odgradzaniu siê od spo³eczeñstwa w swoim o¶rodku wypoczynkowym, wszystko by³oby w porz±dku. Tymczasem trudno nazwac normaln± sytuacjê, w której prezydent nerwowo reaguje na wpis na jakim¶tam blogu, chocby i by³ to blog pos³a z przeciwnego obozu. Na nogi zosta³a postawiona prezydencka kancelaria, samemu Palikotowi oberwa³o siê od w³adz jego partii i zamyka blog. Co gorsza, nawet politycy bêd±cy w zdecydowanej opozycji do braci Kaczyñskich uznali, ¿e pytanie Palikota by³o niestosowne. Zaskoczy³ mnie taki np. Marek Balicki, by³y minister zdrowia w rz±dzie Marka Belki, który stwierdzi³, ¿e jego zdaniem platformerski bloger przesadzi³. W ramach polskiej, osobliwej wolno¶ci s³owa nie mie¶ci siê najwyra¼niej proste pytanie obywatela o stan zdrowia przywódcy kraju. Mo¿e by³a to troska, a mo¿e po prostu pose³ Palikot szuka³ nowego rynku dla swojego Polmosu. Tak czy owak, kancelaria prezydenta powinna wyci±gn±c wnioski z obecnie nadmuchanej afery. Czekam na oficjaln± publikacjê zawieraj±c± spis pytañ, których prezydentowi zadawac nie wolno. Po co wprowadzac w spo³eczeñstwie uczucie niepewno¶ci? Mo¿e lepiej za jednym zamachem zakazac pytania prezydenta o cokolwiek. Gdyby Zbigniew Ziobro by³ jeszcze ministrem, mogliby¶my siê spodziewac filmów z wyprowadzanym w kajdankach nieszczê¶nikiem, który pope³ni³ tê nieostro¿no¶c, ¿e np. zapyta³ Lecha Kaczyñskiego, jak siê czuje. Prezydent Kaczyñski powoli siê uczy. Pamiêtam, ¿e w 2005 roku to on rozreklamowa³ na ca³y kraj warszawsk± Paradê Równo¶ci. Dzi¶ to on napêdzi³ pos³owi Palikotowi rekordowych (100 tys. wej¶c w niedzielê) odwiedzin blogu. Z reakcji prezydenta przebija wyra¼nie agresja, która wydaje siê byc w charakter braci Kaczyñskich nierozerwalnie wpisana. To agresja w³a¶nie ka¿e mu reagowac, gdy tak naprawdê lepiej siedziec cicho. Obok niby-kontrowersyjnego pytania Janusza Palikota nie przeszed³by pies z kulaw± nog±, gdyby nie b³yskawiczna reakcja pa³acu prezydenckiego. To wyra¼na wskazówka dla antypisowskich blogerów: je¶li chcemy zwiêkszyc ruch na naszych dziennikach, musimy koniecznie sprawic, by prezydent lub kto¶ z jego otoczenia poczu³ siê obra¿ony. Zadanie niby proste, a proszê, jak procentuje. |